Żelki

Od niedawna tematem numero uno w naszym domostwie jest chemia, na szczęście, póki co, na poziomie ameby, więc nie ma wstydu przed dzieckiem. Nina jara się tym okrutnie i nawiązuje w niemal każdej rozmowie do tego, czego już się nauczyła.
Poszłyśmy do sklepu o nazwie pochodnej ropusze czy cuś, bo obiecałam Młodej rolkę żelek Haribo. Nina, niestety, nie była pewna czy to są te co lubi, ja tym bardziej, więc dla tak ważnej, życiowej sprawy, przełamała strach przed kontrolowaną rozmową z nieznajomą, żwawo podeszła do kasy i zapytała panią ekspedientkę:
– Przepraszam, a czy te żelki są kwaśne, czyyy… zasadowe?

Wspaniała.

Komentarze

komentarzy