Zakupy przedświąteczne

Byliśmy dzisiaj na zakupach przedświątecznych. Z dwójką dzieci.
W zasadzie tutaj mogłabym skończyć, ponieważ te zdania noszą w sobie tak ogromny pokład nieszczęścia, że wystarczą za milion innych słów i za tysiące wypitych na smutno drinków.

Ludzi w markecie było prawdopodobnie więcej niż na promocji Xiaomi. Na jednym metrze kwadratowym gęściej niż w centrum Tokio. Gdzie są marynowane patisony, bożenadlaczego ta lista jest taka pomiętolona, kurwamaćandrzej połóż te mandarynki na wagę, bo nas na kasie cofnoo!

I kiedy tak przebijaliśmy się przez ten zestresowany tłum, stosując się do wszystkich survivalowych porad Beara Gryllsa; gdy smagani wściekłymi oddechami i biczowani piękącymi spojrzeniami próbowaliśmy dowlec się wąską ścieżynką wstydu w kierunku korytarza życia, wtedy mnie olśniło.
Przecież wszyscy, gdzieś tam głęboko, pomiędzy żołądkiem a krtanią, jesteśmy tacy sami. Mamy bliskich, kochamy, smucimy się, złościmy, zachwycamy się, tańczymy gdy nikt nie patrzy, śpiewamy w samochodzie i wszyscy, tak jak tam staliśmy, czyhając na ostatnie cytryny, absolutnie wszyscy: robimy kupę.

Wyluzowałam. Jak po dobrej posiadówie w tojtojce, z nielimitowanym netem w telefonie.
Tak wiele nas łączy!

Komentarze

komentarzy