W kupie siła

Jakby na mnie nie patrzeć, czy to z lewej, z prawej, na waleta, czy w odzieniu, zamiast z wody, składam się z kawy. Co prawda chyba takiej mocno mlecznej, bo niestety, ale dupę mam cały rok bladą jak u Tildy Swinton i to po charakteryzacji na Królową Śniegu; no tutaj się genetyka nie popisała. Jednakże lubię, pijam często, co zrobisz, nic nie zrobisz, dej żyć.

No i poszłam na kawę do takiej, proszęjaciebie, kawiarni ą ę madafaka, gdzie z sufitu sypie się złoto, kelnerzy na rolkach tańczą foxtrota, mariolki nie obgryzają paznokci, ciastka są tylko warzywne bądź zupełnie z powietrza posypanego bogactwem, a nadprogramową dwójkę na obczyźnie spłukuje się splendorem, a nie jakąśtam plebejską, tfutfu, wodą.

Niemniej! kontemplując życie, smak jutra i zapach wczoraj, zostałam mimowolnym świadkiem sceny typu dzieciństwo plus moduł rodzeństwo, z naciskiem na bliskość i brak krępacji.
Brat: I co zrobiłaś? Kupsko?
Siostra: Nie… głupiś? Tylko siury.

Komentarze

komentarzy