Siostrzane gniazdo

Gdy zaszłam w drugą ciążę najbardziej bałam się reakcji Niny, mimo że o chęci posiadania rodzeństwa Młoda wypowiadała się niejednokrotnie. Nie ukrywam, że też tego chcieliśmy – siostrzyczek, ale nadal pamiętam moje szybko bijące serce i spocone dłonie, gdy zawołaliśmy Małą do salonu, by przekazać dobrą nowinę.

 

Na jakie czynniki zwróciłam uwagę, gdy nadeszła godzina zzzerrro? 😉

  1. Nina o mojej ciąży dowiedziała się miesiąc przed tym jak Damiana czekała zmiana pracy. Początkowo planowałam powiedzieć jej później, ale nie chciałam by spadło na nią tak wiele zmian. Myślę jednak, że gdyby była mniejsza, to przekazalibyśmy jej tę informację z choć trochę widoczną ciążą, tak by łatwiej było to zrozumieć tak małemu dziecku.
  2. Koniecznie chciałam, by dowiedziała się w domu, na swoim terenie, tam gdzie czuje się najbezpieczniej.
  3. No dobra, stało się, powiedziałam to iii… ciszaaa… Nina chyba nie do końca skumała o co chodzi, ale wytłumaczyliśmy jej to; tak jak tłumaczyliśmy wszystko co się dzieje ze mną i z dzieckiem przez cały czas trwania ciąży. Uff, ucieszyła się. 🙂
  4. Wiadomość została przekazana z radością, ale nie przesadną. Nie chciałam, by poczuła, że wcześniej nasze życie było niekompletne – było inne niż będzie później – i to jest fajne!
  5. Przerobiwszy w głowie nowinę, od razu zaczęła rozmyślać o tym jaką będzie starszą siostrą – ofkozz, umacnialiśmy w niej poczucie, że będzie w tej roli najlepsza.
  6. Bardzo pomogły nam wizyty na badaniach USG, na które Nina chodziła z nami. Takie 4D robi niesamowite wrażenie na dzieciaku i ułatwia mu ogarnięcie sprawy.

 

OK, to tyle o przygotowaniach. Bobas w brzuchu, a bobas na wolności to dwie różne rzeczy, jednak zanim przejdę do samej Niny i jej siostrzanych wrażeń, dodam na co zwracałam i zwracam uwagę, by tę nową przygodę wszystkim nam przeżywało się jak najmilej. Zatem:

  • Naprawdę staram się nie zmuszać dzieci do niczego – podobnie w tym wypadku. Nie zabieram Ninie zabawek, by dać Kai, a mimo to sama chce sprawić siostrze przyjemność.
  • Angażuję Starszą do pomocy przy Małej; mamy niezły ubaw!
  • Ważny jest kontakt z przedszkolem/szkołą, ponieważ o ile w domu wszystko może wydawać się poprawne, dziecko może jednak odreagowywać emocje poza domem.
  • Dbamy również o nasz czas sam-na-sam: rower tylko z tatą, kino tylko z mamą, itp., gdy poświęcamy 100% swojej uwagi Ninie (bo wiadomo, że dzidzia jest bardzo absorbująca).

 

Jak sprawa miała i ma się u nas w domu?

Kaja jest z nami już ponad siedem miesięcy, więc codzienność zdążyła się ustabilizować i wejść na tory miłej rutyny, tak bardzo potrzebnej dzieciom. Dla Niny nie istnieje już coś takiego jak „życie bez/przed Kają”: jesteśmy rodziną. 😉

Większych zawirowań czy burz po pojawieniu się nowego członka rodziny, na szczęście, nie przeszliśmy. Bardzo bałam się wizyt gości, rodziny i znajomych, którzy skupieni na noworodku, zupełnie nie zwrócą uwagi na potrzeby Niny, jednak nie zawiodłam się na nich – cudownie poradzili sobie z nowym zadaniem.

Nie nastąpił też regres, o którym się przedwcześnie naczytałam i Nina nie zaczęła zachowywać się jak niemowlak. 😀 Ale gdyby była mniejsza i gdyby do tego doszło, to na pewno bym jej na to pozwoliła, nie negowałabym tego; jak zresztą każdą emocję, czy to pozytywną, czy negatywną.

Największą pułapką okazało się to, że Nina – odkąd urodziłam Kaję – zaczęła mi się wydawać taka duża i hmm „dorosła”(?). Łapałam się na tym, że wymagałam od niej doglądania siostry, podczas gdy to jest tylko pięcioletnie dziecko i ma prawo zatracić się w zabawie i nie dostrzec pewnych rzeczy. Pracuję nad tym nadal: by traktować Ninę jak dzieciaka, którym przecież jest, mimo całej swojej wewnętrznej opiekuńczości i odpowiedzialności, którymi jest obdarzona.

Muszę nadmienić, że Nina jest taką „typową starszą siostrą” i bardzo troszczy się o Kaję. Czyta jej książki, bawi się z nią i nigdy nie pozwoliłaby by stała się jej krzywda – widzę w niej siebie, również najstarszą z rodzeństwa. Niestety (albo i stety), z tej czułości względem bliskich się nie wyrasta, więc już wiem co ją czeka. 😉

 

Zapewne wielu osobom może się wydawać, że za bardzo rozczulam się nad faktem pojawienia się nowego członka rodziny, bo przecież „kiedyś… blablabla”. Jednakże, Nina była jedynym oczkiem w głowach członków rodziny mojej i męża przez pięć lat, więc pojawienie się nowego dziecka było naprawdę wielkim wydarzeniem. Uważam również, że zaopatrzeni w narzędzia pewnej wiedzy, która jest obecnie szeroko dostępna, mamy możliwość zapewnić dzieciom spokojniejsze dorastanie. 🙂

Komentarze

komentarzy