Samochodem na myjnię

Więc tak. Auto się ufajdało. Bezsenna, sucha noc, pod drzewem pełnym latających wucetów, zdecydowanie nie ułatwiła sprawy.

Nie ma zmiłuj, trzeba było zabrać tę dwudziestoparoletnią maszynę na myjnię. Przeliczając wiek samochodu na lata ludzkie, można lekko założyć, że ziomkowi stuka już prawdopodobnie 87 rok. Nie rzucam tutaj latami lekką ręką, nie oddałam mu w promocji, nie, nie – to jest tak, że jeszcze trochę rdzy, którą wykruszy jazda po polskich drogach krajowych i nakręcę kontynuację Flinstonów.

Ale okej, wjeżdżam na puste stanowisko, bo podwozie podwoziem ale ptasia kupa nikomu nie dodaje uroku. Wrzucam monety, na dodatek po jednym ziko, bo pani w kiosku nie dysponuje piątakami, ona musi przecież mieć całą gamę monet do wydawania, proszę pani. Odpalam mycie.

Program pierwszy, leję ciepłem na skurczybyka, słyszę chrząknięcie. Rozglądam się, nikogo nie ma; woda, płyn i para tworzą zasłonę, ale przecież na tablicy optometrycznej w linii jedenastej P, O, L rozpoznałam bez problemu, to człowieka w pełnym słońcu nie zauważę? Nic to, kontunuuję, kasa leci, a nikt mi Jagiełły w promieniu 10 kilometrów nie rozmieni.

Program drugi, spłukuję pianę, słyszę westchnięcie. Porobiłam w pory sporo, nie na żarty, bo zabrzmiało jakbym zaraz miała spoglądać na przyrodzenie psychola-ekshibicjonisty. Ale pieniądze się skończyły, samochód wypłukany, chcę więc wpakować się do środka i uciec z tej mokrej Narnii.

– Hola, hola, basta! A nabłyszczanie? A ochrona lakieru?

Patrzę i nie dowierzam, bo to szaran rozwarł wary. Normalnie mu wyrosły usta, pełne dosyć, tuż nad rejestracją. Wyglądał całkiem nieźle, ale to i tak z deka niecodzienna sytuacja, więc pochuchałam sobie na łapę profilaktycznie, chociaż jedyny alkohol jaki wchłonęłam w ostatnim czasie to ten w płynie do płukania gęby. Przecieram oczy, wargi nadal uporczywie nie znikają – nie pozostało mi nic innego jak tylko podłapać konwersację.

– Chłopie, ale po co ci nabłyszczanie? Już nie wspomnę o ochronie lakieru… Twój lakier już dawno wącha asfalt na autostradach.

– Nie zrobisz tego dla mnie, bo jestem stary? – pod przednią szybą wyrosły mu smutne oczy.

– Nie dlatego. Mnie się to po prostu w ogóle nie kalkuluje.

– A czy mnie się kalkulowało jak mi sprzęgło żyłowałaś na placu przy piekarni, gdy trzeba się było podszkolić z cofania na łuku? – gdzieś obok koła spadła cicha łza.

Niby skumałam, ale co miałam z tym starcem zrobić? Do SPA go wysłać? Do domu opieki?

– Słuchaj, no to zróbmy tak, że załatwię ci szybkie złomowanie. Nawet się nie objerzysz, serio.

– A skąd niby wiesz, próbowałaś? Ktoś cię odstawił już kiedyś i zlał na gorąco?

– Nie, chyba jeszcze nie.

– No, bo młoda jesteś, ale jak będziesz stara, to też zapomną co dla nich kiedyś zrobiłaś! – prychnął.

– A czy ja zapominam?! – nie przeczę, trochę się oburzyłam.

– Nie wiem… A zapominasz?

Komentarze

komentarzy