Prawie umarłam w wannie

Podobno nie istnieje coś takiego jak „podzielność uwagi”, ale zapewne twierdzą to ludzie, którzy nie widzieli mnie jak rozmawiam przez telefon z teściową w trybie głośnomówiącym, jedną ręką tulę dziecko, drugą mieszam gulasz, nogami tańczę quickstepa, a głową robię pętle nad stołem. W każdym razie zgodzę się z jednym: podzielność uwagi umarła, zanim w ogóle się narodziła jako idea w głowie mojego męża.

Strzeliłam sobie ostatnio w kolano, bo sprezentowałam mu Xboxa, ale dobra, se myślę, niech ma, niech się cieszy, niech zna łaskę pani. No i hit, człowieku, naparza kiedy może, nie pamiętam żeby kiedykolwiek tak szybko po obiedzie sprzątał. I dzisiaj wieczorem ta sama bajka! Szybka akcja, dzieci do spania, żona do łazienki i ruurraaa: grzać pufkę i dokładać kolejną cegiełkę do starczego reumatyzmu.
W zasadzie spoko, maseczki naciurałam na ryja, pachy ogoliłam, muzę odpaliłam, zalałam wannę po cycki i leżę.
No i leżę.
I leżę.
Zaczyna mi się nudzić, ale pomyślałam, że noo kaamaan, Gosieńka, znacie się ze 12 lat, na pewno się pokapuje, że długo nie wychodzisz i przyjdzie.
Leżę. Nie przychodzi.
Już miałam wołać, ale ja bystra jestem, nie z pierwszej łapanki, więc szybko przekalkulowałam, że mi się to nie opłaca, bo wydrę mordę i dzieci obudzę.
Rozglądam się po łazience; wymyśliłam. Włączę hydromasaż, zrobię hałas, nie ma opcji, że nie przyjdzie. Zapuściłam bąbelki; seria pierwsza, nie przychodzi, dupa już mi cierpnie, wyłączam zanim zacznę się rozkładać za życia.
Pluskam, chrząkam, no kurwamać, nic!
Zapuściłam bąbelki; seria druga, cellulitis wysyła już depeszę do mózgu, że litości i to natychmiast! Wyłączam zatem.
Dobra! Ślizgam się z wanny po telefon, bo mi się ładował cztery łokcie ode mnie. Cyk, cyk, foteczka i na whatsappa – fruu. Kurwa. Nie odebrał! Myślami był nadal w świecie Juventusu i sztucznej trawy.
Leżę dalej.
Ręce już mam tak zmarszczone, że kurwa Gojdź mi dzwonił i proponował ostrzykiwanie kwasem, a w Faktach ogłaszali, że jakaś laska z Małopolski bije rekord Guinnessa w moczeniu, kurwa, wątroby, bo skóra straciła właściwości ochronne po takiej dawce cieczy.
Dobra, chuj tam, se myślę, wychodzę! Phi!

I wyszłam, c’nie, bo se myślę, no trudno, nie jego wina, że się urodził facetem.
Wykremowałam nózie, włoski zaczęłam suszyć i jeszcze mi przez myśl przeszło, że musi nastąpić jakaś zemsta w postaci foszka, bo tak się nie godzi dojasnejpały!

Kurwa…
Nawet nie zdążyłam dupą zarzucić i prychnąć z pogardą jak już, jako ten biblijny wąż podstępny, ten mąż mój, przyplątał mi się pod nogi i prawie się obraził, że wodę z wanny wypuściłam i w ogóle to czemu się kąpałam bez niego.
!!!!!!!!!!!

Komentarze

komentarzy