Poleconym priorytetem

Stała się rzecz następująca. W zeszłą środę dostałam pierdolca. Nie kurierem, nie pocztą, nie był nawet zapakowany. Osobisty gong od losu, bach i już.
Dokładniej rzecz ujmując, sprezentował mi go kierowca miejscowego empekacza, trąbiąc na mnie na przejściu dla pieszych i tym samym budząc mi ledwocokurwamać uśpione dziecko.
Sami więc rozumiecie, że to nie był taki zwykły wkurw. To była, proszę ja Was, kumulacja wszystkiego co złe – jak świat długi i szeroki. Gdyby stał tam pan Michał Juszczakiewicz z „Od przedszkola do Opola” i zamiast oklasków mierzył wkurwienie, to pewnie wygrałabym ten zasrany występ z Marylką Rodowicz.
No działo się, ze mnie się wylało, z pana się wylało, nikogo nie zatkało. I gdyby nie to, że to kierowca autobusu był winny, to pewnie wstałby i zaczął klaskać, a ja mogłabym zrobić mema.

Ale ulga warta zachodu.

Komentarze

komentarzy