Papiery na jedzenie

Mój mąż umówił się dzisiaj z piętnastolatką w galerii (czytaj dalej kurde, psycholu, zboczuchu Ty jeden!) żeby kupić od niej dwie dziwaczne kostki Rubika do swojej bogatej kolekcji. Trochę się martwiłam, bo to jednak trzydziestoletni facet z brodą, no umówmy się – może to wyglądać podejrzanie, więc na wszelki wypadek zaczęliśmy ustalać wspólną grypserkę by móc kontaktować się gdy już go zamkną. Na szczęście Damian poszedł z dziećmi, a dziewczyna była z matką, więc obyło się bez lokalnego, plotkarskiego skandalu, zatem by uczcić jego rzekome, niedoszłe wyjście z więzienia, poszliśmy na obiad do restauracji. No żartuję, głodni byliśmy.
Siedzieliśmy czekając już na szamę, gdy za nami do stolika dosiadła się karynka w obcasikach na tym mrozie i ślizgawicy, no ale chujtam, co kto lubi, oraz oczywiście jej sebulek w kościółkowym dresiku. I teraz będzie hit, kurwa! Uwaga! Kelnerka podchodzi żeby spisać zamówienie, pyta o preferencje karyni i kurwa no paaaaatrz na to – laska wydobywa myśli:
– Wie pani cooo, bo ja nie jestem bardzo głodna. Czy można zamówić zestaw dla dzieci, tak dla mnie mimo, że dorosłej? Można taki poprosić?

Jaaa piiiyyyeeerdoooleee. Nie, Karyńciu. Kurwamać, z legitymacją z podstawówki mogłaś przyjść!

Komentarze

komentarzy