Panda 3

2011, Polska B, polibuda, budynek P, budowa mostów i dróg; ja tam taki trochę wykidajło z dodatkowym oprogramowaniem na przynieś, podaj, pozamiataj, czyli bez zmian, bo nadal na celowniku, ale bez celu.

Typy mosty zaliczały prostym systemem o nazwie „w Łańcucie kalosz robi projekty” i tajemnicą poliszynela było kto tak naprawdę i za ile. Zaliczenie polegało na przyniesieniu papierów i polizaniu rowa panu, niech będzie, Iksińskiemu; generalnie normalka, c’nie. Jedynym pytaniem było ilu przęsłowy most miałeś, krupniczku, na karteczce.

Pośród karpików znalazł się pacjent, który w Łańcucie na parkingu projekt co prawda odebrał, ale nawet na niego oka nie zarzucił, no bo w sumie na chuj, co ja, inżynierem jestę?
I wszedł z naręczem świeżej makulatury prosto na ścianę pt. Ile przęseł ten most, proszę pana?
– Mmm… trzy.
No i okazało się, że w totka to niech on lepiej nie gra, bo jego most to, kurwa, dwuprzęsłowy. Iksiński zajebał sobie mlaskiem w czoło i zrezygnowany pyta:
– A wie pan jak ja się w ogóle nazywam?
– Mmm… pan profesor Iksiński?
– Ech, chociaż tyle. Idź pan, trzy.

Tak, że in your face, kujony. Tak się robi dyplomy. 😆

#jajestemedukacja

Komentarze

komentarzy