Sen II

Ktoś namalował mnie na starej, miedzianej rynnie. Sprayem raczej. I wydaje mi się, że wisiałam tam już bardzo długo, bo tworzące mnie kolory, które odbijały się od szyby obok, wyglądały na mocno wypłowiałe.

To była górna część rury na starej, mieszczańskiej, bardzo ciasnej zabudowie, a mój anonimowy (s)twórca wymyślił mnie sobie wchodzącą w środek rynny tak, że przechodnie widzieli tylko mój profil, a i ja mogłam obserwować okolicę tylko kątem oka.

Trwałam tak sobie, wyłączona przez większość czasu, aktywując się tylko wieczorem przy bladym świetle wnętrz okolicznych domów. Musiałam być całkiem przyzwoitym malunkiem, bo goście lokalu, przy którym wisiałam, ciągle robili mi zdjęcia. Czułam, że mogę z nimi porozmawiać, ale dzieliło nas zamknięte, podwójne okno, z odrapaną farbą; chyba białą.

Było niesamowicie. Ciepło i spokojnie. Obudziły mnie krzyki dziewczynek.
Ale faza. Przysięgam, że nic nie biorę.

Komentarze

komentarzy