Masz jakiś problem?

„Masz jakiś problem”..?
To pytanie zadane w ciemnej uliczce, zaraz po lokalnych barażach, przez pana o aparycji szwedzkiej szafy może sprawić, że naszemu organizmowi przepalą się styki i zamiast spieprzać albo chociaż porządnie przykozaczyć, dostaniemy palącej biegunki.
Niemniej! Serio pytam: masz problem? Bo jak masz, to zajebiście. A wiesz czemu? Bo każdy ma, ale większość z nas postawi płaski świat na głowie mitycznego żółwia, niż przyzna, że mu się któryś puzzel w życiowej układance popierdolił.

Wiem, że ten problem masz, a jeśli jeszcze Ty to wiesz, to jesteś na najlepszej drodze do komórki lokatorskiej albo garażu ojca po starą łopatę do zadań specjalnych i sukcesywnego wygrzebywania się z gówna.
You know what I mean… nie ma problemu – nie potrzeba rozwiązania. A jak problem uznasz, to może i zacznie Cię nagle uwierać jak kamyk w bucie, ale za to wreszcie go z tych białych kozaczków, z impetem, wypierdolisz.

Dla swojego dobra.

Komentarze

komentarzy