Kwarantanna

Z podstawówki pamiętam niewiele. Może ten kamień zaplątany w liściach spod zardzewiałych drabinek; może łaskotki pod pachą i złamany nos; może też oranżadę na miejscu, a w kieszeni cały świat w cenie pięciu złotych. Z lekcji świta mi wykuta mazurska mapa jezior i zamykanie oczu „żebyśmy odpoczęli”, gdy facetka od przyry już dłużej z nami nie mogła.

Sześć lat w jednym budynku z tymi samymi ludźmi na pewno dużo mnie nauczyło, tylko teraz jakoś nie pamiętam, bo to było pierwsze albo drugie z moich żyć. No dawno, najprościej mówiąc. Ale pewnie było warto. Tylko teraz jakoś nie pamiętam. Jestem pewna, że było świetnie. Serio. Tylko teraz jakoś nie pamiętam.

Ze wszystkich ubrudzonych tuszem palców, krzyków stolik-ławka-kolega-ściana i niedbale przerzucanych kartek, w mojej głowie do dzisiaj mieszka opowiadanie, chyba z trzeciej klasy; niedługie, dwie strony A4, więcej nie dam. Historia ludzi, którzy nie mogli wychodzić z domów, bo na zewnątrz chaos, ruina, pożoga, śmierć i głębokie sztachanie się strachem; więc lekcje on-line, bezosobowe spotkania w sieci, wirtualne spacery.

Zabawne.

Wybaczcie, ale wszyscy żyjecie dzisiaj w mglistym wspomnieniu opowiadania z mojej, dorosłej już, głowy. Opowiadania z książki dla dzieci z podstawówki sprzed dwudziestu lat.

Komentarze

komentarzy