Króliczki

Gorąco. Tak gorąco, że Frodo przyszedł dzisiaj wyrzucić pierścień pod nasz blok; tak więc spacery to tylko późnym popołudniem.

No i poszłyśmy tak sobie ostatnio i pora podwieczorku Kiki przypadła właśnie, gdy byłyśmy w trasie. Omyłkowo kupiłam słoiczek z obiadkiem, jednakże Chuck Norris to moje drugie imię, zatem postanowiłam zaryzykować i podać obiadek na podwieczorek.
Ninka wzięła słoik do ręki i czyta: „ka la fio ro wa z kró li kiem”. Patrzy na mnie, marszczy czoło i ja już wiem, że zaraz będzie hardcore dyskusja i pytania graniczne:
– Ale jak to królik? Króliki się je? – pyta.
Ja coś pitolę o rodzajach mięsa i innych niesamowicie istotnych rzeczach, ale widzę, że to nie to; szok trzyma mimikę w ryzach:
– Seeriooo? Normalnie zabijają króliki do słoiczków? – autentycznie nie mogła wyjść z podziwu.
Udało mi się jakoś uśpić temat. Niestety nie na długo.

Wieczór, tego samego dnia:
– No nie wierzę z tymi królikami normalnie.
Przed snem:
– Mamuś, chyba sobie żartowałaś z tymi królikami.
Następnego dnia rano:
– Dobrze, że nie mamy królików na śniadanie.
Faza nadal trwa:
– Śmieszna sprawa z tymi królikami, mamuś.

Taa, im to powiedz.

Komentarze

komentarzy