Krawcowa

No więc jestem taką trochę krawcową. To znaczy realne przyszycie guzika jest dla mnie wyzwaniem z wachlarza operacji Navy Seals, do tego stopnia, że po wykonanym zadaniu dzwonię do Babci oznajmiając jej powyższe tonem g³ o częstotliwości 1568 Hz; czyli, że się jaram.

Natomiast mentalnie to ja sobie przyszywam gamę pomyślnych znaczeń do każdej butelki rozbitej, kolana potłuczonego, pokątnego uśmiechu, mokrej poduszki, zaciśniętej pięści, no kurwa do wszystkiego, przysięgam. Dla mnie nawet ptasie gówno na świeżym fryzie, przed weselem siostry mej rodzonej, mogłoby okazać się okazją do wniosków z kategorii spokolokokokodżambo.

Ale ciiicho, bo mnie jeszcze, niedajboże, ktoś oskarży o optymizm.

Komentarze

komentarzy