Kąpiel w miejscu publicznym

Zawsze rozczula mnie niewiedza facetów, szczególnie tych niedzieciatych, w kwestiach, wydawałoby się, całkiem prostych i logicznych, a związanych z opieką nad dziećmi.

Poszliśmy do knajpy na szybkie papu, a że nasze papu zbiegało się z papu Kai, to poprosiliśmy młodego pana sprzedającego o troszkę wrzątku. Koleś nawet zapytał czy to dla dziecka. „Skubany! Spostrzegawczy!” – pomyślałam; zważywszy, że przyszliśmy ze wściekle pomarańczowym wózkiem dziecięcym, który prawdopodobnie, gdy się w miarę dobrze przyjrzeć i lekko przymrużyć oczka, widać z Księżyca.
No dobra, zasiedliśmy, po chwili przynoszą nam wrzątek.
Trzy litry wrzątku.
W metalowej misce na warzywa.
W rękawicach, żeby się nie poparzyć.
Skisłam.

Panie, ja to do mleka modyfikowanego chciałam, nie do kąpieli.

Komentarze

komentarzy