Jesteśbogiem, uświadomtosobie

Właściwym jest dążenie do świętości/doskonałości(?), chociaż mocno wierzę, że mamy na to nie jedno, ani nawet nie dziewięć żyć. W dzień Wszystkich Świętych, kiedy świętość jeszcze mocniej stawiamy na piedestale duchowych idei, zastanawiam się tylko nad tym jak ją rozumiem i jak chcę by rozumiały ją moje dzieci.

Wpatrujemy się, choćby mimochodem, w ikony i witraże z ludźmi, którzy według nas zasługują na więcej niż my, bo osiągnęli kolejny poziom wtajemniczenia. I to jest dla mnie niesamowicie… smutne, nienaturalne i nieinstynktowne – ta ślepa wiara, że święty nigdy nie rzucił „kurwą”, srał tylko fiołkami, a pani w mięsnym zawsze mówił „dzień dobry”. Nie chcę żeby moje córki myślały, że popełnianie błędów, nawet tych (naj)większego kalibru, wyklucza je ze świętości (definicję dopisz sobie sam).

Chcę żeby pamiętały, że święci nie byli płascy jak na obrazie; to byli wielowymiarowi ludzie, którzy wybrali ŻYCIE; ponad wyuczone zachowania, ponad reguły, ponad kwadrat, ponad wygodę, czasem ponad moralność, czasem również ponad innych ludzi, nawet najbliższych i ponad tego siebie, którego dobrze znali.
Żeby tylko wiedziały, że to nie zamknięty krąg dla wybrańców i że to wszystko jest do zrobienia dla siebie i w sobie.

Komentarze

komentarzy