Jeden sędzia

Nie wiem czy na świecie jest balans. Pewnie nie. I mocno osadzam się w przekonaniu, że to nadal na korzyść zalet, wyróżników i wspaniałości. Mój pryzmat, w swej istocie, faktycznie wewnątrz odbija światło.

I tak, oczywiście, przydarzają się w życiu sytuacje, kiedy ciężko współczuć, bo wydaje nam się, że ze złem, jakiego doświadczyliśmy, poradzimy sobie tylko gniewem, czyli najzwyczajniej, nie radzimy sobie wcale. Tak samo jak z tym, że to się na pewno wydarzy – że jeśli nie my, to ktoś inny popełni błąd, na który nie dajemy nikomu, nawet (przede wszystkim?) sobie, przyzwolenia.

Jednak żyjemy; jesteśmy. I pewnie, że możemy każdego dnia wycierać sobie mordy pozorną szlachetnością i złudzeniem wyższości. Ale możemy też, patrząc w lustro w tym momencie dnia, kiedy pod powiekami krucho, a żołądek drga, zobaczyć, że tak naprawdę, na samym początku i końcu, mierzymy się tylko ze sobą.

I tylko przed tym, co głęboko, będziemy odpowiadać.

Komentarze

komentarzy