Dystraktor

Ze wszystkich umiejętności społecznych (?), jakie bozia mi dała, a jakie, siłą upływającego czasu, rozwinęłam, za najbardziej szlachetną uważam tę, która odpowiada za zmianę kierunku przepływu myśli; trochę jakby odwracanie uwagi, a chyba bardziej nawet, że można na mnie polegać. Czy coś takiego.

Bliżej mi do ludzi, bo gdzieś tam pod żebrami czuję i wiem, że nie chodzi o zapominanie, a o to by to, co kłuje odpowiednio oszlifować i z równą czułością, z jaką traktuje się przyjemne wspomnienia, ułożyć na brzegu pamięci. W sensie, że sprawczość uspokaja; ta mentalna również.

Wydaje mi się, że w przypadku najmroczniejszych strachów, wszyscy startujemy z tego samego pasa, a ja coraz lepiej czuję się w roli dystraktora, tła, laleczki z saskiej porcelany; która wyprasuje pomiętą duszę, pogłaska bolące miejsce i przypomni, że to dobrze, że życie nie jest gładką, prostą autostradą ani nawet – choćby stromymi – schodami.

Że… że… żeee… to więcej.


Komentarze

komentarzy