Dramaty

Są ludzie, u których potrzeba dramatu jest tak silna, że budują na niej całe swe jestestwo.
Bycie mentalną ofiarą bliżej niezidentyfikowanego, mistycznego losu, które to uczucie jest zresztą bardzo przyjemne i proste; przyjemność z emocjonalnego biczowania się, uczuciowa jaskinia czy też kompletna alienacja od ludzi, potrzebna do wzmocnienia poczucia wyższości nad innymi – to tylko kilka cech człowieka pełnego jakiegoś… bólu.
I jakoś widzę ich wszędzie. I jakże ciężko do nich dotrzeć.
Burząc ich pogląd na życie, to tak jakbyś rozsypał im osobowość, którą potem należałoby ulepić od nowa. To bardzo ciężki, żmudny i długi proces, który niejednokrotnie wysysa energię mocniej niż bezsenność.

W życiu spotykamy się z ogromem dylematów przy codziennej selekcji z półki „dobrze/źle”, ale zawsze najciężej mi zdecydować czy ktoś jest wart niszczenia mojej wewnętrznej, spokojnej zatoczki, czy też już wystarczy.
Nigdy nie wiem czy to już albo czy jeszcze.

I pewnie nigdy się nie dowiem.

Komentarze

komentarzy