Dorosłość. Nie mylić z dojrzałością

Nawet nie pamiętam jak to jest solidnie wypłukać sobie kanaliki łzowe. Przetkać je tym całym smutkiem, żalem, rozgoryczeniem, rozczarowaniem, ale może też zachwytem i radością. No nie umiem. Trzymam i rozgryzam po tysiąckroć. Wczuwam się od nowa jak w cudzą, fałszywą opowiastkę o złocie na końcu wyblakłej tęczy.

Z wiekiem przybywa wszystkiego; zmarszczek, kilogramów, trosk, pieniędzy, powodów i wymówek, ale jakoś najprostszych rzeczy się zapomina. I tak się to wszystko zbiera między zwojami, tapla w nurcie tętnic, bardzo blisko serca; a ja jak ta głupia jeszcze tamę buduję, opieram sobie o rogówkę i udaję, że jej nie ma.
Pewnie dlatego dorosłym często odpierdala i widzą coraz mniej prawdy i piękna wołającego ich świata. Zasłaniają sobie pejzaż niewypłakanymi łzami. Nie potrafią, jak dzieci, wziąć, ale i kurczęblade, oddać.

A tak się zarzekałam, że mi z dorosłością nie po drodze. I chujatam, łapie za rzęsy w najmniej spodziewanym momencie.

Komentarze

komentarzy