Hodowla

Chciałabym dostać Czas. Nie musiałby być ładnie zapakowany, taki zwyczajny, w czystych dłoniach podany, zdecydowanie by mnie zadowolił. Czuję, że ciągle mi go brakuje, ale nie dla innych – brakuje mi go dla siebie. I nie są to opóźnienia w dostawie na relacji mama – dzieci czy jakiejkolwiek innej. To problemy z wagonem wypełnionym Czasem na linii ja – ja.

Nie potrzebuję go na perfumy, fiołki czy nawet na ciepłą kawę. Chciałabym raczej częściej móc odnaleźć ten moment, kiedy Czas się jakby zatrzymuje, a ja wysiadam, rozglądam się po tym pięknym krajobrazie mojej wyobraźni i przypominam sobie o czym marzyłam, czego chciałam i dlaczego właściwie to zgubiłam. Potem wzięłabym duży wiklinowy kosz i pozbierałabym swoje pragnienia czując, że składam siebie na nowo.

A gdy już wypolerowałabym te swoje stare, zakurzone marzenia, to wcale nie układałabym ich za szklaną witrynką oczu i łez żeby później znów, nie daj Boże, żałować. Wzięłabym się za nie jak za sprawdzian z matematyki, jak za listę zakupów, realizując plany punkt po punkcie i wykreślając je po kolei tylko po to, by wpisać w ich miejsce coś nowego. A gdy już zawiesiłabym je na haczyku i przyozdobiła wspomnieniami, to pokazałabym je córkom, z nadzieją, że odnajdą w nich szczęście i odwagę.

Chyba jestem ważna. Pozwolenie sobie na siebie, daje moim córkom ogromne możliwości. Sprawia, że studnia uczuć, emocji i wspomnień nigdy nie jest pusta, a co za tym idzie – jest z czego czerpać. Nikt z nas nie chciałby być pustym dołem, w którym niegdyś płynął wartki strumień tęsknot i pasji, ale przyszła susza i zabiła w nim to, co najpiękniejsze.

Podlewaj więc swoje marzenia, pielęgnuj w sobie to, co uważasz za najcudowniejsze. Pomóż kolejnym hodować fantazję.

Komentarze

komentarzy