Archiwum kategorii: dawkuję

Diament

Na życiowym szlaku dosyć często bywa tak, że bagaż rozpierdala się po całej szerokości, a wiatr z północy omiata rzeczywistość tak mocno, że trudno pozbierać się na nowo. To normalne, nie jesteś z tym sam/a, choć już sam/a musisz ruszyć dalej; być może ktoś pomoże Ci pozbierać klamoty, ale w dalszą, wewnętrzną drogę ku lepszemu nie zabierzesz turysty ani jeńca – nie po to dani nam są towarzysze.

Niemal każdego dnia widuję notki sugerujące, że każdy z nas jest diamentem. Do tej pory uważałam to za bzdurę, bo rozumienie autorów tekstów mijało się z moim o lata świetlne. Dzisiaj pomyślałam, że tak: jesteś/m diamentem, ale nie w kluczu rzekomej i wydumanej wyjątkowości.

Diament krystalizuje pod ciśnieniem ponad 70 ton na centymetr kwadratowy i w temperaturze powyżej 1300 stopni Celsjusza; około 200 kilometrów pod ziemią, czyli w ciemnej dupie. Warunki raczej skrajne, nie da się ukryć. Takie, w których każdy z nas znalazł się przynajmniej raz. To, co w Tobie najcenniejsze powstało właśnie dzięki temu, że wstałeś, by tragedię przekuć w doświadczenie, a doświadczenie w nową cechę swej wspaniałej osobowości.

Walka ze słabościami, dodatkowo w ekstremalnych sytuacjach, kreuje w nas najlepsze i najsilniejsze zalety; głęboko w to wierzę.

Jesteś diamentem. Bo tworzysz (się) w i z ciemności.
Bo chcesz.